Galeria bohaterów #3 – Goran

 Na prośbę gracza K (użytkownik Mliko), wpis ręką jego poczyniony (a moją delikatnie edytowany) umieszczam. Co niżej następuje…

Pogoda była okrutna. Od rana mutujący deszcz wywołany przez skavenów siąpił bezlitośnie gasząc resztki życia. Jakakolwiek podróż równała się samobójstwu. Drużyna (Goran, Ezechiel, Olga, Vadir oraz Berg) przebywała już w niewielkiej grocie kilkanaście dni chroniąc swe tyłki przed bolesną mutacją. Sytuacja w jakiej się znaleźli i bezradność doprowadzała Gorana do szału, jednocześnie skłaniając go do przemyśleń. Zbliżała się już północ, kiedy Bretończyk podszedł do wyjścia jaskini, gdzie Ezechiel „złotousty bard” pełnił wartę na osłoniętej od wiatru półce skalnej.


Co się dzieje? – zapytał znudzony Goran.
Nic nowego, od kilku dni żywego ducha nie widać… – odparł pieśniarz.– A co u innych?
Śpią. Olga przytulona do swojego miecza, Berg pewnie śni o Sylwestrze, którego przed chwilą jedliśmy, a Vadir wtulił się w swój bukłak z winem–  rzekł Goran.
A ty, czemu nie śpisz jak inni? – zapytał towarzysz.
Przez ten cholerny deszcz dopadły mnie wspomnienia. Mija już 10 lat od czasu, kiedy wyruszyłem z rodzinnego miasta Bordo – odrzekł nostalgicznie Bretończyk i wyciągnął ostatnią dużą flaszkę prawdopodobnie najpodlejszej wódki, jaka istniała. Wziął porządny łyk i podał Ezechielowi. Ten niewiele myśląc pociągnął z flaszki. Widząc mocno zdegustowaną minę kompana, Goran wyjaśnił z uśmiechem:
To jedyna wódka, która śmierdzi odorem, a rzyga się po niej dalej niż widzi, ale za to jak cię kopnie to zapominasz o wszystkim. Pochodzi z Middenheim, a zwą ją „Językówką”. Podobno pędzili ją na językach swoich wrogów.
To wiele wyjaśnia – wydusił z siebie Ezechiel próbując zapomnieć o ohydnym smaku. – No to jaka jest twoja historia? – zapytał.
Obawiam się bardzie, że z mojej opowieści to smutek i przygnębienie szybciej ci przyjdzie, niż jaka wesoła myśl – odrzekł Goran.
Mimo to opowiedz, może zabijesz tą nudę, a przy okazji ja napiszę balladę – powiedział zaciekawiony Ezechiel.
Raczej to, co ci powiem, nie nadaje się na żadną z chwalebnych twych pieśni o bohaterach pełnych męstwa i chwały. Ale jeżeli ci tak zależy, dlaczego nie. Skoro dziś mija 10 lat – odparł Goran i rozpoczął swoją opowieść.

Wszystko, co teraz powiem rozpoczęło się od tradycji obowiązującej w mojej rodzinie, jakże chwalebnej i jednocześnie krzywdzącej dla jej członków. Pochodzę z rodu o bardzo bogatej tradycji, gdzie pierworodny syn decyduje o losie całej familii i zarządza jej majątkiem. To trudne zadanie dla każdego, a jeszcze trudniejsze dla dziecka, które jest starsze od swojego brata bliźniaka tylko o kilka chwil. Te kilka chwil sprawiło, że to na mnie spoczywały wszystkie obowiązki, ale również wielkie wyróżnienie ze strony ojca. Od najmłodszych lat byłem szkolony w fachu wyrabiana wina, jako że moja rodzina wytwarzała najlepsze trunki w całej Bretoni. Dostarczaliśmy alkohol do najważniejszych rodów. Moim nauczycielem był Valriel elf, znawca win. Mój dziad Nikolas Beaujolais uratował jego rodzinę przed linczem ze strony wieśniaków, kiedy był on na wyprawie na ziemi Imperium. Nikolas sprowadził go w nasze okolice i pozwolił się osiedlić, zabraniając jakichkolwiek ataków. W zamian Valriel zdradził mu sekrety wytwarzania wina. Z czasem nasze trunki podbiły całą Bretonię. Najmłodsze lata dzieciństwa były cudowne- bieganie wśród rzędów winorośli, zabawa w chowanego albo „Zgadnij, czy to ja”.

O tej nie słyszałem – przerwał Ezechiel.
Goran pociągnął łyk gorzałki i podał mu flaszkę.

A nie powiedziałem ci, że ja i brat byliśmy identyczni, jak dwie krople wody, jak odbicia w lustrze. Tylko matka potrafiła nas odróżnić, ojciec czasem się mylił – westchnął nostalgicznie Goran. Gdy mówił dalej twarz mu coraz bardziej pochmurniała. – Późniejsze lata wspominam już gorzej. Ciągła praca. Mój nauczyciel wciąż powtarzał, że żeby zrobić dobre wino trzeba znać ziemię, w której rośnie krzew, a na nim dojrzewają grona pieszczone słońcem i tulone wiatrem. Z nich powstaje bowiem napój bogów, jakim jest wino. Drażniący był fakt, że kiedy ja pracowałem- począwszy od sadzenia sadzonek poprzez przycinanie krzewów, zbiór owoców, wyciskanie soku, fermentacje, filtrowanie, klarowanie, przelewanie do dębowych beczek no i butelkowanie; mój brat szalał bawiąc się, grając w karty, podrywając dziewki. Korzystał z awanturniczego życia do woli i bez żadnych konsekwencji. Po skończeniu przeze mnie 22 urodzin wydawaliśmy coroczny bal. Zaprosiliśmy na niego najlepsze rodziny bretońskie. To było coś! Najlepsze towarzystwo, najznakomitsze wino, pieśni i tańce!

Muszę wyruszyć w tamte strony – przerwał zamyślony Ezechiel.
Będzie ci się tam podobać– odparł Goran i pociągnął z flaszki, a wódka wydała się podlejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Westchnął i ciągnął dalej swoją opowieść. – Na tym balu poznałem najwspanialszą kobietę, przynajmniej tak mi się wydawało. Marianna De’torbel była najpiękniejszą z wszystkich dam dworu. Od razu się w sobie zakochaliśmy. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, później były zaręczyny. Ojciec i matka byli bardzo zadowoleni. W końcu to jeden z bogatszych rodów spokrewnionych z samym księciem Alberykiem. Dzień ślubu był coraz bliżej, ojciec zabrał mnie na tajną misję do domu Valriela. Było to pięknie miejsce, pełne światła i spokoju. Sam budynek stał on na skraju lasu. Miałem tam zgłębić tajniki ostatnich procesów wytwarzania wina. Po około dwóch tygodniach powróciłem do domu pozostawiając ojca, który miał wrócić dzień później. Kiedy dotarłem na miejsce, od służby dowiedziałem się że Marianna zatrzymała się u nas wczoraj. Ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła. Pobiegłem do jej komnaty. Służka przekazała mi, że ukochana poszła w nasze tajemne miejsce. Akurat padał wtedy deszcz- jak dziś. Wpadłem do stodoły i ku mojemu zdziwieniu ujrzałem jak baraszkuje ona z moim bratem w sianie. Dobyłem miecza z myślą o bezlitosnej zemście, lecz mój brat nie miał przy sobie żadnej broni. Marianna była bardzo zdziwiona- nie wiedziała, który z nas to Goran a który Ganwar.

Ezechiel spojrzał z politowaniem na Gorana.

Wiem, rodzice mieli fantazję z imionami. Mogłem go zabić, lecz kiedy zdałem sobie sprawę, że jest bezbronny zostawiłem mu ogromną bliznę na twarzy, żeby nikt więcej nas nie pomylił. Kiedy ojciec dowiedział się o naszym starciu, był wściekły dopóki nie odbył ze mną rozmowy. Oświadczyłem mu, że opuszczam dom i wysuszam na krucjatę. Ojciec przekonał mnie jednak, żebym wyruszył do wuja w Imperium i ochłonął. Spędziłem tam rok, gdy nadeszły wieści z domu, które jeszcze bardziej mnie rozwścieczyły. Marianna urodziła pięknego syna, podobnego do ojca. Ciekawe którego psia mać! – wycedził Goran spluwając w strugi kwaśnego deszczu. – Ojciec oficjalnie przyznał, że to moje dziecko. Wtedy już zdecydowałem, że na razie nie wracam do domu. W karczmie Czarny Rumak poznałem pewnego rycerza. Jego giermek poległ na walce z orkami, tak przynajmniej mówił. Jak się później okazało dostał sztyletem w plecy od zazdrosnego męża. Wszystkie jego opowieści były przesadzone, ale mieczem potrafił machać jak rzadko kto. Przyłączyłem się więc do niego. Zgodził się być moim mistrzem. Wyrzekłem się dotychczasowego wygodnego życia, wiary, rodziny, ojczyzny, i co gorsza majątku, na rzecz życia na szlaku. Imperium stało się moim domem, a że mój mistrz służył zakonowi Sigmara spędziliśmy w jego przybytku kilka długich miesięcy. Tam zgłębiłem wiarę imperialnych władców. Pewnego dnia wyruszyliśmy z rycerzami zakonnymi do pobliskiej wioski, która była ciągle atakowana przez zwierzoludzi. W czasie tych walk poległo wielu. Ja zostałem ranny. Mówili, że z tego nie wyjdę. Pomyślałem, że modlitwa to niezły pomysł, w tamtej sytuacji wszystko było dobrym pomysłem. Wtedy to Wielki Sigmar mnie uleczył, Sigmar i gorzałka, dużo gorzałki. Nadal w to wierzę. Kiedy jechaliśmy na turniej do zamku Trebois na pograniczu Bretoni i Imperium, nie byłem zadowolony. Powrót do Bretonii- to nie było dla mnie. Próbowałem odwieść od pomysłu moich kompanów, jednakże nie posłuchali. W czasie drogi mój mistrz Hrabia von Kruger został trafiony bełtem w krtań. Sigmar powołał go do siebie zbyt wcześnie. Usypałem mu ładny kurhan. Na trakcie spotkałem Olgę i Vadira, ruszyliśmy razem do zamku Trebois. Tam spotkaliśmy kultystów, ale to już zupełnie inna historia. Zżyłem się z nimi bardzo. Traktuje ich jak najbliższą rodzinę oddałbym za każdego z nich życie. Nawet obiecałem odnaleźć synka Olgi, kiedy Ekert- ojciec dziecka porwał go. Bez wahania wyruszyłem w pogoń za nim i znaleźliśmy się tu. I oto moja historia od bogatego szlachcica do biednego awanturnika. O ironio losu… – zakończył żałośnie Goran i pociągnął ostatni łyk z butelki.

– Rzeczywiście to niezbyt wesoła historia… – skomentował Ezechiel, kiedy coś zwróciło jego uwagę. – Co to?
Gdzie?– spytał Goran.
– Tam w oddali.
– Chyba jakiś koń.
– Obudzę pozostałych – zaproponował Ezechiel i pośpiesznie zaczął budzić pozostałych.

ANKIETA (czyli podstawowe informacje o postaci)
Goran to jedna z dwóch moich ulubionych postaci do Warhammera. Ma ona około 3 lata. Jego zachowanie uległo zmianie. Na początku był zapijaczonym aroganckim wywyższającym się osobnikiem (zawsze przedstawiał się jako rycerz Goran Beaujolais). Ale teraz będzie bronił członków drużyny, aż do ostatniej kropli krwi (potrafi nawet układać się z wampirem, żeby uratować Berga, chociaż przeczy to jego profesji).

Imię: Goran Beaujolais
Wiek: ok. 34
Profesja: Giermek/ Łowca czarownic
Pochodzenie: Bordo
Rodzina: ojciec- Fransisi, matka – Elena, brat – Ganwar Wyżekł się ich po zhańbieniu przez brata i zdradzie ojca.
Religia: Sigmar

Portret (zastępczy):

Początkowe statystyki:

 

 

 

Obecne statystyki:
Mocne strony:  WW, US, I
Słabe strony: Wt,  Int

Ciekawostki:

  • Mit Pani Jeziora nigdy nie pociągał Gorana nie przywiązywał wagi do wiary, dopóki nie napotkał hrabiego von Kruger, rycerza w służbie zakonu, który przekonał go do swojej wiary i walki ze złem.
  • Olga jak i Goran znają się najdłużej z całej drużyny, to jej opowieści o Kislevskiej ziemi i sile rodziny, dały Goranowi wiarę, że rodzina to nie tylko więzy krwi. I może ją mieć w członkach drużyny.
  • Nigdy nie mówił drużynie o swojej przeszłości (tylko ten jedyny raz Ezechielowi) uważa ją za zamknięty rozdział.
  • Goran na pytanie: Dlaczego nie walczy mieczem tylko strzela chociaż jest dobrym szermierzem? Odpowiada: Bo moje pociski trafiają śmiertelnie.
  • Drużyna uważa go za „hienę cmentarną” za to, że zabiera przedmioty pokonanym wrogom. Takie postępowanie wiele razy uratowało mu życie i pomogło całej drużynie.
  • W językach południowo słowiańskich, Goran w tłumaczeniu znaczy „drwal”, „człowiek z gór”. Nazwa może mieć również metaforyczne znaczenie „wysoki jak drzewo”, „wielkie”, „ten wysoki”.
Wykorzystane grafiki:
http://www.wiedzmin.rpg.pl/wiedzmin_rpg/img/1014_rycerz.jpg
Fragment z:
http://szarysmok.eu.org/galeria/prace/uriel/duze/Rycerz99.jpg
Reklamy

4 thoughts on “Galeria bohaterów #3 – Goran

  1. Przyznam sie że dopiero teraz to przeczytałem. He he historia zacna i tłumaczy wiele zachowań Gorana i to czemu nigdy nie chce się podzielić z nam swoją historią.
    Ja osobiście bardzo lubię postać odgrywaną przez Milko. Gdybym znal go w realu i pił to pewnie skoczylibyśmy na browarka.

    Małe sprostowanie:
    „Na trakcie spotkałem Olgę i Vadira” to była Olga i Edmund.
    Pamiętam że jak usłyszałem „giermek” to zacząłem do ciebie mówić dziecko i początkowo wyobrażałem sobie ciebie jak o 15-sto latka. A sumiastowąsy Vadir pojawił się na sesji u Adama od Diablo.

  2. Historia iście szlachecka i bretońska :] Może Sotoryteller na fali bliźniaków w obecnej kampanii pomyśli o wprowadzeniu brata Gorana ;F

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s