Galeria bohaterów #4 – Edmund Oakspot

Uderzenia bosych stóp młodego halflinga, głośnym pluskaniem odbijały się echem w leśnej głuszy. Gotti wychylając się zza drzewa wypatrywał rodzeństwa szukającego teraz kryjówki. Oszukiwał oczywiście, bo nigdy nie mógł znaleźć żadnego z młodych Oakspotów. Bynajmniej nie dlatego, że tak dobrze się chowali, ale z powodu matki Ulli, która szukając w lesie ziół wyciągała swoje pociechy za uszy z gęstych zarośli i zwierzęcych jam, każąc młodym wracać do domu na jeden z wielu codziennych posiłków. Biedny Gotti przez długi czas myślał, że pozostała piątka rodzeństwa chce się go pozbyć, dlatego też żadnego z nich nie chciał spuścić z oczu.

Nie będzie to jednak opowieść o Gottim, który przez nieświadomą matkę nabawił się paranoi, ale o innym halflingu, który w czasie kiedy snuta jest ta opowieść siedzi za pobliskim bukiem zajadając się miodowymi sucharami ukradzionymi z najwyższej półki w kuchni Sigiego i Ulli Oakspotów.

Edmund Oakspot był najmłodszym z siedmiorga dzieci szanowanego Obrońcy Paleniska i zielarki z Eichenschatten (Cień Dębu). Beztroskie dzieciństwo przepełnione miłością rodzinnego domu i zabawą w gronie starszego rodzeństwa bardzo szybko minęło. Edmund zapatrzony w ojca i braci patrolujących tereny wokół wioski, zapragnął zostać wojownikiem. Jeśli tylko Sigi wyraził zgodę, najmłodszy z Oakspotów towarzyszył im w wędrówkach po okolicy. Zresztą nie tylko wtedy, bowiem postanowienie i zapał Edmunda okazały się silniejsze niż można było się tego spodziewać.

Uderzenia bosych stóp młodego halflinga, głośnym pluskaniem odbijały się echem w leśnej głuszy. Sigi wychylając się zza drzewa obserwował syna próbującego schować się przed ojcem i braćmi. Młodemu halfligowi brakowało jednak zarówno sprytu jak i zręczności żeby oszukać starego Oakspota. „Niech to zakalec!”- syknął Sigi- „Ja mu pokażę włóczenie się bez mojej zgody.”
-Edmundzie Oakspot!- donośny głos głowy rodziny postawił najmłodszego członka rodziny na baczność. Halfling powoli wyszedł zza drzewa i stanął naprzeciw ojca i braci.
-Chodźże tu chłopcze- rozkazał Sigi ze zniecierpliwieniem przywołując syna energicznym machnięciem ręki.
Edmund nabrał w płuca powietrza. Wyprostował się i wolnym krokiem, tak żeby wydawać się chociaż parę cali wyższym, podszedł do ojca. Sigi spojrzał na Edmunda, który teraz starał się przybrać poważną minę, jak przystało na młodzieńca, który rozmawia z głową rodziny.
– Edmundzie czy jesteś gotów…- zaczął Sigi.
Spodziewając się, że właśnie teraz nastąpi moment, kiedy najstarszy z rodu przyjmuje halflinga do grona mężczyzn, Edmund przymknął powieki, smakując tą krótką chwilę.
-… przyjąć karę za swoje lekkomyślne zachowanie i brak poszanowania dla mojego słowa?!- dokończył ojciec.
Najmłodszy z Oakspotów nie zdołał ukryć zdziwienia, jednak wyczuwając w słowach Sigiego jakiś podstęp, odparł bez wahania.
-Tak!- w głosie Edmunda pobrzmiewała pewność.
– I jesteś gotów zrezygnować z deseru?- Sigi uderzył w jeden z najczulszych punktów.
Edmund zadrżał. Czy właśnie to oznacza bycie mężczyzną? Czy to jakiś sprawdzian? Twarz ojca zdradzała pewność siebie i srogość. „Czy podołam?”- pomyślał młody halfling. Wola spełnienia swoich marzeń była jednak silniejsza niż apetyt na przepyszną szarlotkę Ulli Oakspot.
-Tak!- wydusił Edmund, chociaż ledwo udało mu się ukryć drżenie głosu.
Sigi uśmiechnął się szeroko poklepując najmłodszego syna po plecach.
– Dobrze więc! Jutro pojedziesz do wujcia Trotta, do Haukern- on zrobi z Ciebie wojownika, jeśli tego właśnie chcesz.

Edmund stojąc przed ojcem przesłaniającym mu teraz cały świat nie mógł widzieć miny braci, których twarze przeszył grymas bólu, a w oczach pojawił się strach. Każdy Oakspot bowiem wiedział, że wizyta u wujcia Trotta nie była niczym dobrym ani przyjemnym.

Nie będzie to jednak opowieść o wujciu- byłym dowódcy procarzy, który urządził Edmundowi piekło na ziemi, ale o dzielnym halflingu, który w czasie kiedy snuta jest ta opowieść, broni siebie i swoich najbliższych przed okrutnymi i rządnymi krwi zwierzoludźmi.

Trott przyjął młodego Oakspota z otwartymi ramionami. Co prawda Edmunda trochę zdziwił fakt, że żaden z braci nie chciał przy okazji odwiezienia go do Haukern odwiedzić wujcia, ale w końcu przyjechał tu żeby się szkolić a nie spędzać czas na rodzinnych spotkaniach. Sigi podziękował bratu za przyjęcie kolejnego syna i odjechał zostawiając Edmunda na pastwę Trotta.

Przygotowanie do służby Merrillowi okazały się trudniejsze niż spodziewał się młody Oakspot, choć był niemal pewien, że wujcio dorzuca do wszystkiego swoje trzy miedzi. Edmund był bardzo dzielnym młodym halflingiem i dawał sobie radę w tych trudnych warunkach. Do czasu, kiedy bose stopy zaprowadziły go do królestwa Rubi.

Po powrocie z ciężkiego treningu Edmund ledwo powłóczył nogami. Obtartymi do krwi dłońmi szukał wejścia do swojego pokoju, gdzie miał zamiar polec na łóżku i umrzeć nie pierwszy i nie ostatni raz w czasie pobytu u Trotta. Pchnął ciężkie drzwi i, nie otwierając nawet oczu, padł na coś twardego. Zbyt twardego jak na łóżko. Podniósł głowę i oślepił go płomień paleniska, nad którym w dużym kotle coś cichutko bulgotało. Dopiero teraz do młodego halflinga dotarła gama zapachów wypełniających pomieszczenie. Podszedł do paleniska i ostrożnie pochylił się nad kotłem. Bąbelki wydobywające się na powierzchnię wywaru pękały uwalniając porywający zapach.
– Wara od mojej zupy!- ryknęła kobieta wymachując zaciśniętą pięścią.
Rubi- kucharka Trotta stanęła w drzwiach w momencie kiedy Edmund oszołomiony zapachami prawie wpadł do kotła.
– Jeśli moje chłopaki nie miałyby przez Ciebie pierwszej zupy, to przysięgam na Esmeraldę, sprałabym Cię na kwaśne jabłko!- Rubi mimo okazałej tuszy z niesamowitą zwinnością przecisnęła się między półkami, stołami i rozstawionymi wszędzie kuchennymi przyborami.
Złapała Edmunda za kurtę i już miała kuksańcem wygonić go z kuchni, kiedy zmieniła zdanie. Stojąc twarzą w twarz z umorusanym błotem i krwią młodym halflingiem, nie wiadomo czy za sprawą matczynych uczuć (które z pewnością Rubi posiadała), czy tego co dostrzegła w spojrzeniu Edmunda, łamąc swoje zasady, pozwoliła Oakspotowi zostać.
Gestem nakazała halflingowi, by zajrzał do kotła a sama sięgnęła po chochlę. Powoli mieszając wywar zaczęła cichym głosem, niemal szeptem objaśniać.
– Zobacz- powiedziała przelewając powoli porcję do miski- jaki piękny kolor. Jak najczystsza złota korona. Warzywa w kotle tańczą uwalniając smak. Miękną i potem rozpływają się w ustach, ale uważaj! Nie można przegapić momentu, kiedy zamiast pieścić nasze podniebienie, zaczną nieprzyjemnie rozpadać się w wywarze. O ho! Wtedy to by dopiero było…

Edmund mimo zmęczenia słuchał kucharki z zapartym tchem. Od tego czasu zaczął odwiedzać kuchnię coraz częściej. Wymykał się nawet ze świątyni Merrilla narażając się na gniew Trotta i ojca. Nie było to jednak przeszkodą dla młodego hallinga, który właśnie teraz, zupełnie niespodziewanie i wbrew wcześniejszym planom czy oczekiwaniom, odkrył swoje prawdziwe powołanie. Każdego dnia Edmund oszołomiony zapachami odkrywał świat na nowo. Chłonął wszystko dookoła intensywnie jak nigdy wcześniej. Zanurzał ręce w workach z mąką zachwycając się delikatnością pyłu, który miał się zamienić w pyszny chleb. Najostrzejsze przyprawy próbował czubkiem języka, po czym gnał do studni wypłukać palący smak. Kroił warzywa z prawdziwym namaszczeniem starając się o regularność kształtu każdego kawałka marchwi. Stał się dla Rubi prawdziwą pociechą. Było to jednak po tym, jak wcześniej podjęte decyzje pociągnęły za sobą poważne i tragiczne skutki.

Wujcio Trott nie mógł zrozumieć jak ogromny zapał Oakspota mógł przenieść się z placu ćwiczebnego do kuchni. Mimo rosnącego zdenerwowania, tolerował to uznając, że pociąg do gotowania dotyczy każdego halflinga, nawet jeśli jest mężczyzną. Wujcio jednak przegapił moment, w którym chwilowe zainteresowanie zaczyna przeradzać się w życiową drogę. Kucharka wykazując się czasem ponadprzeciętną cierpliwością do urzeczonego nowo odkrytym światem halflinga, przekazała Edmundowi wszystko, co powinien wiedzieć w związku z pełnieniem służby Esmeraldzie w zaciszu jej świątyni, czyli kuchni. Młody Oakspot ku jej zaskoczeniu był nad wyraz pojętny, a jego poważna postawa i podejście ostatecznie utwierdziło Rubi w przekonaniu, że instynkt jej nie zawiódł.

Mimo tego Trott kontynuował starania mające zrobić z Edmunda wojownika. Postanowił zabrać młodego halflinga na Święto Placków do Eichenschatten, mając nadzieję, że spotkanie z ojcem i braćmi pomoże Oakspotowi wziąć się w garść i stać się mężczyzną. Wyprawa inicjacyjna Edmunda miała mieć miejsce po wizycie w rodzinnej wiosce, więc był to ostatni moment, żeby zakończyć starania wujcia Trotta i Sigiego sukcesem.

* * *

Niepokój starego halflinga zwiększał się w miarę jak zbliżał się on z Edmundem do Eichenschatten. Powietrze gęstniało i zamiast orzeźwiającego, wiosennego wiatru przynosiło mdlący zapach. Trott pospieszył kuce i nie zwracając uwagi na szturchającego go w ramię bratanka, uciekł myślami w stronę Cienia Dębu.

* * *

Nieprzyjemny zapach pojawił się pierwszy. Niemożliwy do pomylenia z niczym innym odór spalenizny. Później był tylko przeraźliwy pisk, krew i nierówna walka. Zwierzoludzie rozrywali bezbronne halflingi na strzępy. Ci, którzy tylko potrafili walczyć dzielnie stawiali czoła bestiom. Wśród nich był Sigi wraz ze swoimi synami. Niestety, gdy Edmundowi i Trottowi udało się dotrzeć do Eichenschatten, nie było już kogo ratować. Ocaleli tylko ci, którym udało się schować zanim rzeź na dobre się rozpoczęła. Wszyscy, którzy próbowali bronić wioski polegli w walce.

Stojąc nad zmasakrowanymi ciałami Oakspotów Trott postanowił wytropić zwierzoludzi, a Edmunda sprawdzić w prawdziwej walce. Gdy tylko pogrzebali ciała bliskich wyruszyli wiedzeni śladami czarnej krwi i rykami zwierzoludzi, by pomścić rodzinę i uczynić z młodego halflinga wojownika Merrilla.

* * *

-Padnij!- ryknął Trott zamachując się.
Edmund uderzył w twarde podłoże. Zwierzoludzie wiedzeni zapachem znaleźli Oakspotów szybciej niż Ci się tego spodziewali. Ukryci w starym spichlerzu obmyślali plan ataku, kiedy potężne uderzenie niemal wyrwało drewniane wrota z zawiasów.

Pocisk procy wystrzelony przez Trotta, po latach tak samo celny, na chwilę ogłuszył bestię. Edmund sparaliżowany widokiem zwierzoczłeka oniemiał. To wystarczyło, żeby następna bestia rzuciła się na starego halflinga.
– Tak łatwo mnie nie dorwiesz! Nadal mam trochę ognia w tych starych kościach!- zaśmiał się Trott zgrabnie unikając ataku bestii.


Niestety dla halflingów zwierzoludzie wbrew plotkom nie byli bezrozumnymi istotami Chaosu. Wręcz przeciwnie- za ich niemałą siłą ka się i przebiegłość typowa dla dzikich zwierząt. Nie widząc zagrożenia w Edmundzie, który leżał teraz na ziemi przykrywając się tarczą, zwróciły swoją uwagę ku bardziej wymagającemu przeciwnikowi. Trott choć lata swojej świetności miał dawno za sobą walczył dzielnie. Jednak odwaga, choćby nie wiadomo jak wielka, nie zastąpi dodatkowej pary rąk- najlepiej wprawnych w boju i uzbrojonych. Wuj wiedział już to padając na ziemię pod gradem bolesnych ciosów.

Jeden ze zwierzoludzi nie widząc dłużej rozrywki w ubijaniu starego halflinga zwrócił się ku lepszemu celowi. Wystarczył jeden zamach, żeby wytrącić Edmundowi tarczę i ostrze. Drugim ciosem bestia cisnęła młodzieńcem w ścianę. Halfling poczuł w ustach znajomy metaliczny smak. Z okolicy dobiegł głośny pisk, który jak Edmundowi się wydawało, zwrócił uwagę zwierzoczłeka, który zamiast go dobić, wyraźnie nasłuchiwał.

Młodość niesie ze sobą ogromny zapał, ale i brak doświadczenia. Żadne ćwiczenia nie przygotują na stratę bliskich i nieuniknioną śmierć. Podnosząc się z kolan młody halfling wiedział już bowiem, że plan Trotta był skazany na powodzenie, zanim jeszcze narodził się w głowie starego Oakspota. W rozpadającym się spichlerzu, z dala od ukochanego domu i rodzinnego grobowca, Edmund Oakspot- młody halfling, miał zakończyć swój żywot, chociaż nie tak dawno zaczął dopiero prawdziwie żyć.

Trott, który wydawał się być martwy, korzystając z okazji rzucił w stronę bezbronnego Edmunda leżące koło starego halflinga nóż i zaśniedziałą patelnię. Oakspot złapał je w momencie, kiedy zwierzoludź zauważywszy to rzucił się w jego stronę. W tej jednej chwili Edmund miał szansę na zabicie bestii i stanie się prawdziwym wojownikiem Merrilla. W jednej sekundzie, kiedy zwierzoczłek odsłonił tors dając możliwość przebicia serca szczęśliwie znalezionym ostrzem. Tyle razy uderzał przecież w słomianą kukłę idealnie zadając śmiertelny cios.

„Nigdy nie używać sprzętów i naczyń kuchennych do innych celów.”

Słowa Rubi wypowiadane w trakcie codziennych czynności w kuchni zadźwięczały w uszach młodego halflinga. Edmund zamarł upuszczając patelnię. Mówi się, że przed śmiercią całe życie przelatuje nam między oczami. Czemu więc Oakspot na chwilę przed spotkaniem z ostrymi jak brzytwa zębami zwierzoczłeka, przypomniał sobie w jednej chwili wszystko czego nauczyła go kucharka Trotta?  Upuścił patelnię zasłaniając się przed atakiem bestii ręką. Kły wbiły się w przedramię dosłownie odrywając je od ciała Edmunda. Ostatnim co zapamiętał młody halfling był surowy wzrok Trotta i jego szaleńczy bieg na zwierzoczłeka, który rozszarpywał właśnie rękę młodego Oakspota.

* * *

Edmund obudził się w przytułku Esmeraldy. Wokół leżeli inni, sądząc po ranach, ocaleli ze starciem ze zwierzoludźmi. Niedługo po tym jak młody Oakspot się obudził, odwiedziła go Rubi informując o śmierci wuja. Edmunda udało się uratować, jednak stracił lewą rękę. Trott, jak na starego złośliwca przystało, przed śmiercią przeklął młodego halflinga, a także kazał kucharce przekazać mu, że swoim czynem zhańbił nie tylko ród Oakspotów ale i Merrilla. Widząc zatroskanego Edmunda, który stracił nie tylko ostatniego z członków najbliższej rodziny, ale i chęć do życia, namawia go do wstąpienia za jej przykładem w nowicjat Esmeraldy. Tym sposobem mógłby odzyskać utracony spokój robiąc to, co dzięki niej przecież pokochał.

* * *

Po kilku miesiącach nauk, dręczony wspomnieniami Edmund wyrusza na północ pod pretekstem spisania „Księgi z Karczmami i Gospodami”.

Niestety koniec końców „spokój” będzie ostatnim, co młody halfling znajdzie na północy…

Reklamy

3 thoughts on “Galeria bohaterów #4 – Edmund Oakspot

  1. No…..

    zatkało mnie. Nie spodziewałem się, że z kilku punktów które ci podesłałem stworzysz coś takiego. Historia świetnie opisana jakbyś siedziała w głowie Edka i spisywała jego wspomnienia. Fajne powiedzonka w klimacie młota dodają smaczku i „doprawiają” klimat. Smacznie i palce lizać.

    PS. mogła byś napisać jak miała na imię reszta rodzeństwa??? Gdzieś mi się zapodziały

  2. ee, no popatrz i z takiego skruszonego i zatroskanego niziołka wyrósł przebiegły i potężny nizioł:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s